środa, 26 sierpnia 2015

Tam, gdzie zaczynają się schody

Każdy stary dom kryje w sobie wiele niespodzianek. A jeśli mowa tu o budynku tak starym i o tak bujnej przeszłości, jak dworek... No, cóż. Niespodzianki kryją się w każdym kącie. Ostatnio zorientowaliśmy się na przykład, że na archiwalnych planach budynku z lat 50'tych nie ma piwnicy. A piwnica jest i to prawie pod całym budynkiem, ma ponad 2 metry wysokości i sklepienie łukowe. Raczej mało prawdopodobne, żeby ją ktoś dobudował. Tak jak ciasta nie zaczyna się od położenia wisienki na kremie, tak domu nie zaczyna się od dachu, ale od fundamentów i piwnicy. Więc nasza piwnica ma pewnie tyle lat, co dworek.

Ale nie będziemy się czepiać. Przy tylu remontach i przebudowach coś się mogło w dokumentacji zagubić. Pal sześć, że to coś to ogromna, ponad stumetrowa piwnica ;)


Poprzednie remonty przyniosły zresztą wiele innych niespodzianek. Większość z nich spędza nam teraz sen z powiek. A, co tam! Największe trudności z zasypianiem będą teraz mieli architekci, z których pomocy i wiedzy czerpiemy pełnymi garściami. A trudności, jak to trudności. Zaczynają się tam, gdzie zaczynają się schody.


Ale po kolei. Dworek poddasze miał zawsze. Jednak gdzieś w międzyczasie pojawiło się na poddaszu trochę zmian, z których nie wszystkie są "trafione". Ktoś dodał cegłę w sypialniach i dokoła okna nad schodami. Możemy się domyślać, że miał to być zabieg estetyczny. Taki ceglano-rustykalny styl był na topie jakieś 20 lat temu. I fajnie. Jeśli się lubi cegły, to wszystko gra. Sama je uwielbiam za kolor i chropowatą fakturę. Problem tkwi jednak w zgodności stylów. Na parterze cegła nie pojawia się nigdzie. Bo i czemu miałaby się pojawiać. Surowa cegła była w XIX wieku widywana w oborach, budynkach gospodarczych, ale nie we dworkach. Dworek, choćby tak skromny, jak ten w Popielżynie-Zawadach był zwykle jasny i przestronny. Ściany malowano na biało, rzadziej tapetowano. Wnętrza pozostawały proste (w końcu to dworek wiejski a nie jakiś kapiący złotem i zdobieniami pałac) i praktyczne. A tu, ni stąd, ni zowąd- cegła. I to w dodatku nie spełniająca żadnej funkcji i dodająca wnętrzom na poddaszu ciężkości. Mówiąc po babsku- to trochę tak, jakby założyć dresy do pantofelków na obcasie. Hmm... chociaż w sumie chyba nie trafiłam z tym porównaniem. Jak się tak czasem spojrzeć na modę z ulic Warszawy, to i szpilki i dresy i jeszcze do tego czerwone korale ;)
  

Nad cegłą nie zastanawialiśmy się długo. Postaramy się ją jednak uratować i wykorzystać. Może altana w ogrodzie? Albo warsztat ogrodniczy?

W sypialniach na poddaszu pojawiły się też belki. Znowu- nie spełniają żadnej funkcji poza estetyczną. Stały się natomiast stołówką dla korników. Belki też się nie obronią.

Jednym z elementów, które chcielibyśmy zachować jest podłoga. Na poddaszu drewniany parkiet jest w zadziwiająco dobrym stanie. Niestety spory problem stanowi sypialnia umiejscowiona w wykuszu nad wejściem frontowym. Wykusz został dobudowany w latach 50'tych i... jak to ładnie ująć? Majster musiał mieć bardzo brudne okulary. W pomieszczeniu nie ma ani jednego kąta prostego, a po podłodze można by toczyć kulki. Czeka nas jednak zrywanie dachu i więźby, więc wspólnie z architektami obmyślamy jakby tu wszystko nieco naprostować.


Kolejny kłopot to stanowczo za małe okienka w sypialniach. Ich wielkości nie możemy wyraźnie zmienić, bo to zmieniło by wygląd zewnętrzny budynku, a na to nie możemy sobie pozwolić. Chcemy jednak spróbować podnieść okna odrobinę, tak by w rezultacie wpuszczały więcej światła.


Prawdopodobnie najciekawszym pomieszczeniem na poddaszu jest salon. Razem z sypialnią małżeńską i niewielką łazienką tworzą intymny apartament odgrodzony od reszty poddasza drzwiami. To całkiem fajny pomysł, który przypadł do gustu mamie i jej mężowi. Salon będzie ich prywatnym miejscem relaksu, gdzie po całym dniu spędzonym z odwiedzającymi ich wnukami, będą mogli trochę odpocząć i poczytać książkę. Tu też chcemy zrezygnować z belek i cegły, a przytulny klimat wprowadzić miękkimi meblami wypoczynkowymi i dodatkami. Dodatki to to, co z mamą lubimy najbardziej, więc coś czuję, że właśnie to pomieszczenie będzie w całym dworku najprzytulniejsze.

Wiele pracy przed nami. Projekty już powstają, ale zaczynam się martwić czy zdążymy przed zimą. Na początku myśleliśmy, że wystarczy naprawić i uzupełnić dachówkę. W takim wypadku wnętrza moglibyśmy urządzać i remontować również zimą. Dziś wiemy już jednak na pewno, że do wymiany jest cały dach, a to mocno komplikuje sprawę. Trzymajcie za nas kciuki, żebyśmy zdążyli przed zimą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz