wtorek, 13 października 2015

Co nagle, to po diable, a co się odwlecze, to nie uciecze

Nadeszła jesień. Obserwowaliśmy, jak się zbliża i nie mogliśmy uwierzyć, że to już. Lato minęło za szybko. Ale lato zawsze mija za szybko. Zanim zdążymy nacieszyć się jego ciepłem, już go nie ma. W miejscu skąpanych w słońcu poranków, pojawia się rześki chłód i szron na trawie. Świeże owoce zastępują te ze słoików i puszek. A długie, letnie wieczory przy radosnej paplaninie przyjaciół zamieniamy na jeszcze dłuższe wieczory pod ciepłym kocem.


A jednak obserwowanie tych zmian dodaje nam otuchy. Nie martwimy się zupełnie, bo wiemy, że za rok o tej porze będziemy już odcinać pierwsze kupony po całym lecie spędzonym na prowadzeniu plaży i baru nad rzeką.


Jeśli śledzicie naszą przygodę od początku, to na pewno wiecie, że plany były śmiałe. Jeszcze na początku lata, gdy wypowiedzieliśmy to pierwsze zdanie zaklęte w nazwie bloga, byliśmy pełni nadziei, że przynajmniej niektóre z tych planów uda się zrealizować jeszcze w tym roku. Niestety. Remont samego dworku przesunął się na wiosnę. Konieczna jest wymiana całego dachu, a wolimy tego nie robić przed zimą. Jeszcze do niedawna mieliśmy nadzieję, że do zimy uda się odrestaurować zabytkowy park otaczający dworek. Część prac rozpoczniemy w tym roku, ale na efekt końcowy będzie trzeba jeszcze trochę poczekać. To ogromne przedsięwzięcie, sama inwentaryzacja terenu i projekt trwają już 2 miesiące. A my zawiesiliśmy sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Chcemy, aby park stał się jednym z piękniejszych tego typu miejsc w tej części województwa. Kieruje nami nie pycha, ale ogromne serce dla miejsc z przeszłością. Na szczęście spotkaliśmy na swojej drodze ludzi tak bardzo "na miejscu" do tej roboty, że dziś aż się boję pomyśleć, co by było, gdybyśmy ich nie spotkali. Projekt renowacji zabytkowego kompleksu parkowego w Popielżynie-Zawadach wykonuje Pani architekt Dorota Sikora, wspierana przez męża. I będziemy się chwalić Panią Dorotą na lewo i prawo, bo ta kobieta to prawdziwy skarb i źródło ogromnej wiedzy z zakresu zabytków.


Kolejnym planem na ten rok było rozpoczęcie prac wykończeniowych w hotelu. I tu też poprzesuwało się w czasie niemal wszystko, co tylko mogło się przesunąć. Mieliśmy wręcz wrażenie, że im głębiej wgryzamy się w temat, tym więcej twardych orzechów do zgryzienia napotykamy. I choć nie sądziłam, że to powiem (ja-podobno w gorącej wodzie kąpana), dobrze wyszło. Każde opóźnienie w pracach traktujemy, jak te dodatkowe kilka minut doliczone do meczu. To dla nas szansa, żeby coś zaplanować jeszcze lepiej, dograć jeszcze dokładniej. A przy okazji takich opóźnień wpada nam do głowy bardzo dużo ciekawych pomysłów. I oby tylko życia starczyło, żeby wszystkie zrealizować :)

Tymczasem planujemy i obmyślamy dalej. I dalej podglądamy skradającą się do nas jesień :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz