niedziela, 20 marca 2016

Wiosenne porządki

Wielkanoc za pasem. Już za chwilę odpoczniemy nieco i zwolnimy tempo. Oderwiemy też myśli od planów i terminów, które ostatnio zapełniają nasze głowy i nasze kalendarze.

Tak wiele się cudnych spraw w naszym dworku wydarza, że gdybym chciała nadążyć z ich opisywaniem i zachować należyty porządek chronologiczny... Hmm. Pewnie musiałabym siedzieć przed komputerem od rana do wieczora.

Spróbuję przedstawić dworkowe wieści w telegraficznym skrócie. A w wolnej chwili może uda mi się niektóre historie rozwinąć i opowiedzieć Wam o tym wszystkim, co wydarza się między wierszami.

Każdy, kto ma ogród, ten zgodzi się ze mną, że wiosna to czas wzmożonych działań na froncie ogrodniczym. I nie ma tu znaczenia, czy mówimy o małym ogródku w centrum miasta, czy o wielkim ogrodzie pod miastem. Są rzeczy, które po prostu musimy zrobić. Przycinanie, grabienie, palenie, nasadzenia, nawożenie i ochrona przed licznymi tajniakami, którzy tylko czekają, żeby coś nam poobgryzać i poniszczyć. Tak- wiosna to dla ogrodnika czas prawdziwych zbrojeń i szykowania umocnień. Ruszamy na prawdziwą batalię. Walczyć będziemy o piękny ogród, który cieszy oko, ale też nie przysparza zbyt wiele kłopotu i tworzy samowystarczalny ekosystem, w którym wszystko, nawet najmniejszy robaczek spełnia jakąś rolę.

W naszym przypadku batalia będzie wyjątkowo trudna. Nie dość, że musimy zadbać o wygląd zieleni wokół dworku, to jeszcze musimy wiele rzeczy odtworzyć i podnieść z ruin. A to wszystko pod bacznym okiem konserwatora zabytków. Zanim zaczniemy myśleć o nasadzeniach i upiększaniu terenu, musimy najpierw zaprowadzić tu porządek i uporać się z paroma problemami.

O jednym z nich już pisałam. Nasze zabytkowe kasztanowce padły ofiarą bardzo popularnego w Polsce szkodnika. Ze szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem walczymy od zeszłej jesieni. Wszystkie liście były dokładnie zgrabione i spalone. Spalone musiały być też wszystkie kasztany. Stąd ktoś, kto w listopadzie przejeżdżał obok dworku mógł pomyśleć, że otworzyliśmy strzelnicę. Palone kasztany strzelają z głośnym hukiem. Zdajemy sobie jednak sprawę, że na pewno nie udało nam się zgrabić i spalić wszystkich liści. Teren jest zbyt duży, a wiatr nie był po naszej stronie i roznosił liście kasztanowców po całej okolicy. Żeby uchronić kasztanowce przed larwami szrotówka pełznącymi z suchych liści z powrotem na drzewa, będziemy nasze olbrzymy owijali folią zabezpieczającą. Nie jest to rozwiązanie idealne, bo do pokrytej lepem foli przyklejają się również pożyteczne owady. Obawiam się jednak, że nie mamy wyjścia. Nasze kasztanowce były w na prawdę kiepskim stanie. Liczymy na to, że może uda nam się podleczyć je na tyle, by w przyszłym roku stosowanie folii nie było konieczne. Ale efekty naszych zabiegów poznamy dopiero, gdy na kasztanowcach pojawią się ich rozczapierzone liście.

Nad Kasztanowym Zakątkiem czuwa nasza Bozia
Absolutnie największą wartością dworkowego parku są właśnie drzewa. Istniejący tu starodrzew liczy sobie prawie 200 lat. I choć kochamy je wszystkie i gotowi jesteśmy ich bronić przed wszelkim złem, to najmłodsze drzewa są naszym oczkiem w głowie. Dwa niewielkie sady jabłoni liczą sobie nie więcej niż 60 lat. A mimo to, to właśnie one skradły nam serce. Wystarczyło, że zobaczyliśmy je na wiosnę, jak kwitną i roztaczają wokół słodki zapach wabiący uwijające się w ich gałęziach pszczoły. Delikatne, białe płatki opadały powoli na ziemię przy każdym, najdelikatniejszym nawet podmuchu wiatru. A wśród gałązek podśpiewywały szpaki, niemogące się już doczekać, kiedy kwiaty zamienią się w owoce. Jeden z sadów rośnie na tyłach dworku i tworzy cudowne tło dla wiosenno-letnich kolacji na tarasie. Drugi sad rośnie za hotelem. Oczami wyobraźni widzimy gości hotelowych, jak spacerują w cieniu jabłoni. Widzimy te wesela i przyjęcia pod jabłoniami. Widzimy sok ze świeżych jabłek na każdym stole w restauracji i kwiaty jabłoni w wazonach. I jeśli to możliwe, by być zakochanym w czymś, co jeszcze nie powstało... My już zakochaliśmy się w naszych wyobrażeniach o tym miejscu.

Ale powoli. Wszystko po kolei. Zanim poczęstujemy naszych gości pysznym sokiem z własnych jabłuszek, najpierw musimy się upewnić, czy drzewka będą owocować. Niestety zostały mocno zaniedbane.

Gdy tylko zaczęliśmy je podcinać okazało się, że niektóre są bardzo zniszczone. Ziemię nawieźliśmy, suche gałęzie usunęliśmy i nawet najsłabszym drzewkom postanowiliśmy dać szansę. Może gdy tylko poczują, że ktoś znowu się o nie troszczy- rozrosną się jak nigdy. Jeśli obiecacie, że nikomu nie powiecie, to przyznam Wam się, że o świcie czasem wśród naszych jabłonek spaceruję i śpiewam im cichutko. Darek stwierdził, że od mojego śpiewu prędzej wszystkie uschną niż zakwitną, ale ja się nie poddaję. Jak mi Bóg świadkiem- nasze jabłonki wydadzą w tym roku piękne i pyszne owoce.

Zaniedbane jabłonki rozrosły się i osłabły. Konieczne było strzyżenie. I choć teraz wyglądają bardzo smutno, już lada moment puszczą młode pędy i bajecznie się zazielenią.
Gdy już zatroszczymy się o nasze drzewa, będziemy musieli cały teren ogrodzić. Dziki urządziły nam w ogrodzie prawdziwe pole minowe z rowami przeciwpiechotnymi. Na liście zadań widnieje też oczyszczanie stawu i renowacja bruku tworzącego zabytkową aleję prowadzącą do dworku.

A tymczasem dalej oczyszczamy teren z samosiejek i suchych drzew. Zabraliśmy się też za porządkowanie lasu. Ale to już inna historia i szykuje się kolejny wpis na blogu. Wpis pełen niespodzianek, jak i sam las.

3 komentarze:

  1. Mocno trzymam kciuki za wszelkie prace popielżyńskiego Dworku, niech Piękna Wiosna otuli natchnieniem każdy zakątek tego magicznego miejsca, aby rozkwitał i czarował swoim blaskiem przybywających gości.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Renata

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, a co z barem nad rzeką? Miały być kajaki, zimne piwko, plaża. Tyle czasu planowaliście i nic? Czyżby zła klątwa tego miejsca przeszła na kolejnych "właścicieli"? Szkoda miejsca z potencjałem. Kolejny rok na nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :) Plaża rusza już w czerwcu. Rozpoczynamy ogniskiem podczas marszu gwiaździstego. Więcej informacji wkrótce :) A co do planów... Zdążyliśmy się już przekonać, że co nagle to po diable. Klątwa wszystkich miejsc z potencjałem polega na tym, że z początku można się dosłownie zachłysnąć ilością planów i pomysłów. Później przychodzi czas refleksji i kalkulacji. Nam nie zależy na tym, by wszystkie plany wypaliły na raz i wypaliły się słomianym ogniem w ciągu sekundy. Przeciwnie, chcemy aby to miejsce- plaża i hotel w Popielżynie Zawadach- rozwijało się stopniowo i konsekwentnie. Bardzo byśmy też chcieli, aby rozwijało się wspólnie z Wami :) Bo to dla Was wszystko to robimy :) Cały czas dowiadujemy się, na czym najbardziej Wam zależy i zgodnie z tym modyfikujemy nasze plany. Stąd na pierwszy rzut idzie właśnie plaża, a nie hotel. Bo plaża w naszej cudnej okolicy po prostu jest potrzebna od zaraz :)

      Usuń